Po 17 września 1939 roku oddziały sowieckie szybko parły w głąb wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Rejon Zamojszczyzny i Lubelszczyzny stał się miejscem przemieszczania się rozproszonych polskich oddziałów, wycofujących się jednostek oraz miejscem licznych starć.
Wraz z wkroczeniem Sowietów rozpoczęły się czystki i aresztowania. Polscy oficerowie byli wyłapywani i kierowani do obozów i więzień, podobnie policjanci, urzędnicy i nauczyciele. Tragiczne losy wojny nie ominęły naszego Grabowca, który stał się miejscem tragicznych wydarzeń 25 września 1939r., które Wiktor Zin w „Półgłosem i ciszą” opisał jako MAŁY KATYŃ.
Po zajęciu Grabowieckiej Góry oddziały sowieckie zamierzały wkroczyć do centrum Grabowca. Sowieci dowiedzieli się o obecności w osadzie oddziałów polskich. Sowieci rozpoczęli ostrzał Grabowca. Polscy kawalerzyści zaatakowali pozycje nieprzyjacielskie na skraju Grabowieckiej Góry. Jednak szarża załamała się w ogniu kaemów sowieckich. Dowódca szwadronu został ranny, a wielu rannych ułanów trafiło do niewoli. Szpital polowy nr 2 ewakuowany z Brześcia n. Bugiem do Grabowca, mieścił się w budynku szkoły powszechnej przy ul. Koziej .
Znajdowało się w nim kilkudziesięciu rannych żołnierzy, kilku lekarzy i sanitariuszy. Komendantem szpitala był kpt. dr med. Henryk Wiślicki. W szpitalu pracowali także: kpt. lek. Henryk Wasilewski z Warszawy, lekko ranny, noszący rękę na temblaku, i ppor. lek. Marian Fiuto. Ranni leżeli na słomie i plandekach. Brakowało lekarstw i materiałów opatrunkowych. Mimo to lekarze wykonywali niezbędne zabiegi. Z pomocą przyszedł miejscowy proboszcz ks. Józef Czarnecki. Bandaże i chusty operacyjne uszyto z alb i komży, ofiarowanych przez proboszcza. Ok. 17 jeden z lekarzy opatrywał rannego. Ruscy wpadli do szpitala. Pierwszy strzelił do wychodzącego mu naprzeciw kpt. Wiślickiego. Trafił go w pierś. Ppor. Fiuto sowieci zastrzelili w sali szpitalnej wraz z dwoma innymi rannymi żołnierzami. Kapitana Wasilewskiego wyprowadzono ze szpitala, jeden z sowietów pchnął go bagnetem. Pozostałych rannych żołnierzy wypędzono ze szpitala i ustawiano w szeregu. Tych, którzy nie mogli stać o własnych siłach, zabito na miejscu, pozostałych rannych popędzono na Grabowiecką Górę. Żołnierze sowieccy popychali, kłuli bagnetami ledwo idących ludzi. Kiedy dotarli na miejsce, było już ciemno. Oprawcy zapalili kilka pochodni i w ich świetle wymordowali chorych i okaleczonych żołnierzy. Bestialsko zamordowani oficerowie i żołnierze zostali pochowani na cmentarzu w Grabowcu. Pamięć o tych wydarzeniach i zamordowanych żołnierzach jest kultywowana przez lokalną społeczność.
W 50. rocznicę zbrodni, w 1989 roku, mieszkańcy gminy Grabowiec ufundowali pomnik ku czci pomordowanych obrońców ojczyzny, przy którym co roku we wrześniu odbywają się uroczystości rocznicowe.
Opracowała: Małgorzata Szajuk - Izba Pamięci